Zapraszam na kilka chwil z Moniką Czyżewską, która prowadzi indywidualne sesje Life Flow, warsztaty podczas których Ludzie zyskują dostęp do stanów szczytowych, a także grupy rozwojowe oraz Akademię Life Flow. W poniższym artykule postara się odpowiedzieć na jedno z pytań, które padło po wywiadzie dla Porozmawiajmy.TV

…………………………………………………………………………………………………

Po tym, jak w porozmawiajmy.tv Aleks i Dorota zamieścili wywiad o Life Flow, przez dobry miesiąc notorycznie odpisywałam na maile… Bardzo Wam dziękuję za głosy i pytania różne 🙂 Postanowiłam – w miarę możliwości i wolnego czasu – odpowiedzieć szerzej i wszystkim, przynajmniej na część tych pytań 🙂

Ten artykuł jest pierwszym z serii: odpowiadam na pytania różniaste 😉
Kolejne pojawią się pewnie prędzej, czy później… Kiedy? Nie mam zielonego pojęcia 😉 Jeśli jesteś ciekawy, to po prostu tu zaglądaj od czasu do czasu i może akurat Twoja wizyta zbiegnie się w czasie z moją weną 😉 Ale do rzeczy…

Jedno z pytań, które zapukało do mojej skrzynki brzmiało dokładnie: „łatwo powiedzieć, że pomyślała pani o dziecku i za dwa tygodnie była w ciąży. A jak ktoś tak nie może? Czy ta metoda działa również w takich przypadkach?”

Zanim odpowiem, powtórzę to, co mówiłam już w trakcie wywiadu. Nie jestem lekarzem. Nie mam wiedzy medycznej – koniec, kropka. To, czym mogę się podzielić, to zależności psychosomatyczne, jakie zauważam u kobiet, które miały trudność z zajściem w ciążę. To właśnie o tym będzie ten artykuł.

Jeśli chcesz ten tekst czytać dalej, to potrzebujesz wiedzieć jeszcze, że to są moje obserwacje dotyczące kilku przypadków kobiet (nie prowadziłam i nie zamierzam prowadzić zakrojonych badań na tysiącach case’ów). Daleko mi do Freuda, który na bazie kilku pacjentów zbudował całą teorię 😉 więc uznaj, że rzeczy, które przeczytasz poniżej:
a) mogą nie wyczerpywać gamy psychosomatycznych przyczyn żeńskiej niepłodności oraz
b) są ułożone w kolejności zbieżnej z tokiem mojego myślenia tak, aby mi było temat łatwiej ogarnąć i przekazać; kolejność nie ma nic wspólnego z rangowaniem, skalą ważności przyczyn, częstością występowania itp.

Teraz, kiedy Cię już ostrzegłam 😉 mogę z czystym sumieniem podzielić się tym, co obserwuję w sytuacjach żeńskiej niepłodności. Zacznę od

PROGRAMÓW RODOWYCH,

jakie kobiety dziedziczą po swoich przodkach. Wśród tych programów szczególnie dwa jawią mi się dużą blokadą dla zajścia w ciążę. Pierwszy ma związek z historią rodu, w której matki umierały przy porodzie. Jeśli dodatkowo dziecko, które przeżyło, było przez resztę rodziny obarczane winą (wprost lub nie wprost) za śmierć matki, to ten program zazwyczaj zapisywał się mocniej. Jeśli kobieta niesie w sobie zapis takiego tematu pokoleniowego, to na pozaświadomym poziomie, może to skutecznie blokować jej wysiłki w powołaniu potomka na świat.Ta blokada jest jeszcze silniejsza w sytuacji, kiedy kobieta ma w sobie zapis dodatkowych programów typu: lęk przed śmiercią oraz przekonanie, że krzywdzi (lub może krzywdzić) innych (w tym również swoje potencjalne dzieci). Takie programy to jak kumulacja w lotto – wzmacniają działanie pierwotnej blokady rodowej.

Kolejna blokada pokoleniowa jest związana z sytuacją, kiedy dzieci umierały młodo; zazwyczaj zaraz po porodzie, w trakcie pierwszych lat życia lub w rodzie miały miejsce częste poronienia. Przyczyna śmierci dziecka nie jest istotna dla działania tego programu – bez względu na to, czy dzieci umierały na skutek choroby, głodu, wojny, wypadku etc. biologicznie wdrukowywał się program bezsensowności inwestowania energii i zasobów matki dla powołania do życia i odkarmienia potomka. Dziecko to dla organizmu matki duży wydatek energetyczny i jeśli ta ofiara idzie na marne, to biologicznie nie ma sensu jej ponosić. Jeśli kobieta niesie w sobie taki zapis rodowy, a dodatkowo ma w sobie zapisane inne tematy, takie jak: jestem słaba, nie dam rady, nikt mnie nie ochroni, nie można zapobiec nieuniknionej, losowej krzywdzie itp., to znowu będziemy mieć do czynienia ze wzmocnieniem blokady rodowej.

Nie ma znaczenia, kiedy w rodzie doszło do takich sytuacji. Jeśli miały one miejsce – nawet wiele pokoleń temu – i były na tyle znaczące, aby zapisać się na poziomie komórkowym (zazwyczaj sytuacje były połączone z dużymi emocjami i mechanizmami obronnymi głównych bohaterów rozgrywającego się dramatu), to pamięć genetyczna niesie te programy dalej i kolejni członkowie rodu je dziedziczą. Kobieta zmagająca się z niepłodnością nie musi znać zamierzchłej historii swojej rodziny, aby odczuwać blokady płynące z rodu.
Pocieszeniem jest to, że takie tematy rodowe można łatwo rozpuścić i wyleczyć 😀

Kolejna garść tematów blokujących płodność ma bezpośredni związek z tym, jaki obraz siebie i swojego ciała (szczególnie brzucha, łona, organów rodnych) kobieta w sobie niesie. Z mojego oglądu sytuacji wynika, że najbardziej uciążliwe żniwo zbierają

TEMATY BAZOWE,

z którymi dana kobieta przychodzi na świat. Szczególnie dotkliwe są tematy typu: jestem zła, nieczysta, zbrukana. Zanim przejdę dalej, dla lepszego zrozumienia sytuacji, potrzebuję kilka słów napisać o samych tematach bazowych. Większość kobiet, z którymi pracowałam, myśli, że mają w sobie jakąś traumę, na skutek konkretnych wydarzeń z ich życia (np. jestem zbrukana i nieczysta, ponieważ byłam wykorzystywana, jako dziecko). Tymczasem z tematami bazowymi jest zgoła inaczej. Mówiąc metaforycznie: wyobraź sobie, że Twoje życie to spacer. No wiec wybierasz się na miły spacer na ukwieconą łąkę, w słoneczny dzień wśród śpiewu ptaków 🙂 Jeśli rodzisz się wolna od tematów bazowych, to rzeczywiście lądujesz na łące 😀 Jeśli natomiast w Twojej pamięci komórkowej znajduje się zapis tematów bazowych, to zamiast na łące, znajdziesz się w labiryncie gdzieś w centrum parku. Może i jest zielono, może i śpiewają ptaki, może nawet od czasu do czasu jakiś kwiat zobaczysz, jednak poruszać możesz się tylko ścieżkami ograniczonymi przez krzaczasty labirynt. Ściany labiryntu są właśnie tematami bazowymi. Dlatego mając w sobie zapis tematów bazowych ludzie kreują wokół siebie sytuacje, które pozwolą im te tematy odczuć i odgrywać w życiu (najpierw mam w sobie zapis jestem nieczysta i zbrukana, więc ludzie reagują na ten zapis i mnie wykorzystują).

Teraz do rzeczy: jak takie tematy bazowe korelują z żeńską niepłodnością? Przykładowo, jeśli kobieta niesie w sobie temat: jestem zła, to ten temat rozlewa się po wszystkich aspektach jej życia, więc będą sytuacje życiowe, w których poczuje, że jest złym człowiekiem. Będą sytuacje zawodowe, w których poczuje, że jest np. złym specjalistą. Będą też sytuacje rodzinne, kiedy wpadnie w pułapkę krzaczastego labiryntu typu: jestem złą żoną i / lub jestem (lub będę) złą matką. Jeśli dodatkowo przyszła-niedoszła mama niesie w sobie temat nie zasługuję, to znowu mamy do czynienia ze wzmocnieniem blokady, bo kobieta wpada w kołowrotek: będę złą matką, więc nie zasługuję na dzieci (nie powinnam ich mieć).

Następny zabójca płodności to temat: jestem nieczysta / zbrukana. Jeśli kobieta niesie w sobie taki temat bazowy, to aby mógł się on rozegrać w jej życiu, zazwyczaj doświadcza sytuacji, w których ten temat się przejawia. W aspekcie (nie)płodności to mogą być sytuacje związane z wykorzystaniem i przemocą na tle seksualnym, mechanicznym podejściem do seksu (wielu partnerów seksualnych bez odczuwanej do nich miłości), prostytucją, aborcją etc. Kobieta z bazowym tematem zbrukania, po takich sytuacjach, zazwyczaj kończy w przeświadczeniu, że jej łono jest nieczyste i okaleczone. I raz kolejny jeśli do tego dołożymy temat nie zasługuję, to znowu powstaje nam mieszanka na miarę koktajlu Mołotowa: jestem nieczysta, mój brzuch jest okaleczony i nie zasługuje by (do)nosić dziecko.

Spodziewam się, że cześć kobiet okrutnie się oburzy na takie przedstawienie sytuacji. Cóż… jeśli ma tak być, to niech tak będzie 🙂 Będą kobiety, które przeczytają w tym niesprawiedliwość i przegranie sytuacji już na samym jej początku. Będą też takie, które zareagują świętym oburzeniem, wyparciem i nazwą to głupotą. Będą oczywiście i takie, które na X innych sposobów zaprzeczą temu, co napisałam. Jeśli należysz do którejkolwiek z tych grup kobiet, to pamiętaj, że:
a) wcale nie musisz tego czytać; może ten przekaz nie jest dla Ciebie i znajdź coś, co na obecnym etapie życia bardziej Ci służy i lepiej do Ciebie trafia 😉
b) może reagujesz na jeden z wymienionych sposobów, bo sama w sobie niesiesz konkretny temat (np. aby mieć interpretację, że to jest niesprawiedliwe, trzeba najpierw mieć w sobie temat, że świat jest niesprawiedliwy)
c) pamiętaj, że każdy z tych tematów można łatwo uleczyć i to jest dobra wiadomość 😀

Jeszcze słowo do kobiet, które miały w sobie temat „jestem nieczysta / zbrukana” i przeżyły którąkolwiek z wyżej wspomnianych sytuacji. Kiedy już uzdrowisz w sobie temat zbrukania, to pozwól sobie na jakąkolwiek praktykę, która pomoże Ci znaleźć wspólny język z Twoim łonem. Wybierz taką, która do Ciebie najgłośniej gada i najsilniej Cię przyciąga. Ja osobiście polecam taniec brzucha, choć nie wiem, co Ty wybierzesz 😀
Wiedziałaś o tym, że taniec brzucha wywodzi się z pierwotnych tańców płodności?
Zadbaj też o to, by Twój brzuch Ci się podobał i by Wam razem było po drodze 😉 Ładne, długie spódnice lub sukienki mogą Ci w tym pomóc… oczywiście nie muszą, ale może warto dać im szansę? 😉

Następne tematy, które blokują kobietom zajście w ciąże, to tematy, które rozgrywają się w

RELACJI Z MĘŻEM, CZY PARTNEREM,

czyli potencjalnym tatą przyszłego dziecka. Z mojego oglądu wynika, że źródło tych tematów na poziomie komórkowym może brać się z różnych uszkodzeń. Wspólnym mianownikiem w tej grupie tematów nie jest biologiczny typ uszkodzenia, a raczej podobieństwo znaczeniowe niesionego programu. Co mam dokładnie na myśli? Otóż zaobserwowałam, że szczególnie dwie grupy znaczeniowe tematów rozgrywanych z partnerem przekładają się na niepłodność kobiety.

Pierwsza z nich ma bezpośredni związek z tym, że kobieta odrzuca męską rolę swojego partnera i sama w związku wchodzi w męski schemat działania. Programy, które ją do tego skłaniają, mogą być różne. Klasyka gatunku, to:
– ja wiem lepiej, jak ma być / ma być po mojemu
– on jest słaby / faceci są słabi / kobiety są silniejsze
– facet jest jak dziecko
– trzeba działać, sprawdzać się, osiągać
– trzeba być twardym, a nie miękkim
– co mnie nie zabije, to mnie wzmocni
– jeśli ja tego nie zrobię, to nikt inny nie zrobi
– ja robię najlepiej / jestem lepsza
– nie można się poniżać i prosić
– należy mi się itp.
Te programy szczególnie się nasilają w działaniu, jeśli przyszłość kobiecie jawi się niepewną (sytuacja związana z pracą, zarobkami, mieszkaniem, długoterminowymi planami etc).

Druga grupa tematów łączy się z potępianiem mężczyzn (lub tego konkretnego mężczyzny), albo szerzej: z nienawiścią do mężczyzn. Także i w tym przypadku jednostkowe tematy mogą być różne. Typowe, które można w tej grupie znaleźć, to:
– nie dam się zniewolić / nie jestem niczyją służącą / zabawką
– facetom zawsze łatwiej
– faceci wykorzystują kobiety
– mężczyznom tylko jedno w głowie
– mężczyźni krzywdzą kobiety
– on mnie nie ochroni (nikt mnie nie ochroni)
– mężczyźni opuszczają, zawodzą itp.

Pracując w obszarze tych tematów, ja radzę zrobić dwie rzeczy. Najpierw uzdrowić wszelkie tematy i obciążenia. Później – w sytuacji całkowitego uwolnienia od obciążających tematów relacyjnych – sprawdzić wewnętrznie, na ile partner, z którym jestem, jest tym, z którym mi po drodze zaprosić wspólnie dziecko na świat… Czasem się okaże, że kobieta, która nie mogła mieć dziecka z jednym partnerem, zachodzi w ciąże z innym mężczyzną (zakładamy, że każdy z jej partnerów biologicznie może mieć dzieci).

Następna kategoria programów blokujących żeńską płodność ma swoje źródło w

INDYWIDUALNYCH, ROZWOJOWYCH TEMATACH KOBIETY

Szczególnie jest to widoczne w obszarze dużego lgnięcia do posiadania dziecka (i jest to lgnięcie bazujące na traumie i wewnętrznym uszkodzeniu) lub nieświadomego uciekania od zajścia w ciąże.

Co mam na myśli mówiąc, że kobieta może traumatycznie lgnąć do posiadania dziecka? Może się np. okazać, że bazową motywacją kobiety do urodzenia dziecka jest:
– poczucie samotności
– przekonanie, że już czas jej się kończy i musi w ciąże zajść, bo… (inaczej zostanie sama, będzie czarną owcą w rodzinie, nie będzie miała komu przekazać tego, na co pracowała, jej życie będzie bez znaczenia etc.)
– wewnętrzna nostalgia i tęsknota za czymś niedookreślonym (i może akurat dziecko zaspokoi tę czarną dziurę)
– poczucie niepełności / wewnętrznego zepsucia
– rozczarowanie obecnym życiem, własnym losem itp.
Poczęcie dziecka przy takiej motywacji może być mocno niekorzystne dla dziecka, matki, rodziny. Dlatego bywa tak, że system w którym kobieta funkcjonuje, rozpoznaje traumatyczne motywacje lepiej niż sama zainteresowania i blokuje kobiecie możliwość zajścia w ciąże.

Druga kategoria indywidualnych tematów blokujących płodność kobiety wiąże się z odpowiedzią na pytanie, dlaczego dana kobieta nie chce zajść w ciąże. To pytanie – dla większości kobiet starających się o dziecko – jest jak zimny prysznic lub płachta na byka. Jeśli kiedykolwiek byłaś w takiej sytuacji, to możesz sobie wyobrazić dlaczego 😉
Jednocześnie – mimo pozornego paradoksu – to pytanie ma głęboki sens…
Bywa tak, że kobieta nie zdaje sobie sprawy z tego, że na głębszym, pozaświadomym poziomie, sama skutecznie blokuje sobie zajście w ciąże.
Jak to się dzieje? Może być to np. związane z programem straty, zniewolenia lub poświęcania się. Jeśli kobieta niesie w sobie takie tematy, to może oceniać, że ciąża, poród i pierwsze miesiące lub lata życia z dzieckiem, to dla niej zbyt duże wyrzeczenie. Będzie musiała więcej od siebie dawać, a mniej w tym czasie dostanie. Jej życie będzie podporządkowane życiu dziecka. Oczywiście ocena, co takiego kobieta przez to straci, jest indywidualna i zależy od tego, czemu dana kobieta nadaje w swoim życiu znaczenie. Mogą to być: różne dobra konsumpcyjne, wolność dysponowania czasem, wygoda, swoboda seksualna, kariera i in. Większe znaczenie ma, że w indywidualnym rozrachunku, dla danej kobiety w jakimś stopniu dziecko równa się strata.

Z tymi indywidualnymi programami rozwojowymi też można pracować skutecznie je uzdrawiając. Decyzja, czy po nie sięgnąć zależy tylko i wyłącznie od przyszłej mamy ;D

Z mojego oglądu wynika, że tak długo, jak mówimy o psychosomatycznej niepłodności, często w grę wchodzi więcej niż jeden program – zazwyczaj kilka do kilkunastu. Każdy z programów – po jego wcześniejszym namierzeniu – można uzdrowić, stwarzając sobie przestrzeń na zdrową ciążę i pełniejszą rodzinę, czego wszystkim zainteresowanym życzę 🙂

Monika Czyżewska

Kontakt: www.ZdrowaPelnia.pl